Do promu to pierwszy odcinek naszej trasy dojazdowej do wybranej na wyjazd wakacyjny, Norwegii. Niestety, tak to jest z podróżami autem, że dojazd trwać musi, a sztuką jest zrobić tak, by się nie nużył.
Naszą dość długą trasę podzieliliśmy na odcinki, by lekko zmniejszyć liczbę przejeżdżanych dziennie kilometrów. Dzień 1 i 2 działy się pod hasłem “do promu” i tak postanowiliśmy więc nazwa dzisiejszy wpis 😉
Oto środa – dzień 1
Tu praktycznie dzień transferowy. Wyjechaliśmy w drogę po południu, by trochę nadrobić trasy. Plan był taki, że dojedziemy do miejscówki przed Kownem. Ale oczywiście, kto by tam planów się trzymał, prawda? 🙂
Granicę z Litwą przekroczyliśmy w Budzisku, skąd do miejscówki pod Kownem mieliśmy tylko 40 km. Dość szybko okazało się, że droga po stronie litewskiej jest świetnej jakości, co skusiło nas do wydłużenia planowanego na ten dzień dystansu.
Szeroka dwupasmówka, bardzo dobrze przygotowana aż zachęcała o dalszej podróży, a niewielki ruch sprzyjał.
Na nocleg zatrzymaliśmy się w maleńkiej miejscowości Kazokai. Wybraliśmy miejsce na malutkiej polance, tuż przy platformie widokowej ulokowanej w miejscu dawnego mostu nad rzeką Niewiaża.
To ciche i urokliwe miejsce. Droga się tu kończy, ponieważ most, który stał tu w latach 30tych nie został nigdy odbudowany.
Ale aby zwizualizować jego dawny wygląd, tuż przy moście stoi tablica informacyjna, aczkolwiek nieco inna niż wszystkie. To przezroczysta tafla z naszkicowanym obrazem dawnego mostu z last 30tych. Stając w odpowiednim miejscu można nałożyć sobie obraz z przeszłości na aktualny widok.
Na niewielkiej platformie widokowej można odpocząć patrząc na nurt rzeki. Widok jest urokliwy, ponieważ rzeka, podobnie jak zdecydowana większość rzek na Litwie nie jest uregulowana.
Dzięki temu podziwiać można nurt wpływający pod nachylające się nad nim gałęzie drzew, czy urwiska, które podmywa rwąca woda.
dzień 2 – czwartek
Kolejny dzień przywitał nas słońcem.
W planach mieliśmy „przelot” w okolice Tallina, skąd w piątek zabierze nas prom.
Ale póki co, po szybkim śniadaniu ruszyliśmy w stronę Rygi, a potem nadbałtyckich plaży. Ładnie się jechało. Ładnie, bo Litwa to zielona, nieograniczona przestrzeń. Głównie pola i rozrzucone gdzieniegdzie gospodarstwa. A Łotwa to schludne, wyszykowane posesje, aczkolwiek tereny już bardziej leśne, albo zabudowane.
Na północ od Rygi plaże Morza Bałtyckiego są nieco bardziej kamieniste, niż znane nam wydmy Łeby. Co ciekawe sporo jest tu dużych głazów.
W okolicach miejscowości Tuja i Lembuzi nabrzeże zabudowane jest domkami letniskowymi z widokiem na morze, co ogranicza nieco dostęp do plaż. Tylko gdzieniegdzie udostępnione są przejścia, którymi można dojść do wody. Ale.. dzięki temu na plaży jest spokojnie, przestronnie i przyjemnie. Panuje tu spokój.
Kolejny punkt naszego wakacyjnego transferu znajdował się w Estonii, gdzie korzystając z dostępności punktów RMK wybraliśmy taki ok. 45 km od Tallina.
O wyborze zdecydował między innymi fakt, iż miejsce na mapach google i aplikacji RMK (gdzie Estonia publikuje udostęoniane turystom miejsca) było ustronne i ładne, a w okolicy było jeszcze coś do zobaczenia.
Konkretnie, to dawne miasto o nazwie Varbola, pochądzące z X-XII wieku.
W sumie bardziej pozostałości po nim. Ruiny to obecnie dobrze widoczne nasypu murów obronnych, głęboka na 15 metrów studnia, czy wyrzutnia kamiennych kul. Taka katapulta. Teren jest raczej niezagospodarowany, ale spacer jest całkiem przyjemny.
Miejsce noclegowe, które znajduje się w stosunkowo niewielkiej odległości od Varboli (właściwie po drugiej stronie drogi).
Miejsce piknikowo-wypoczynkowe, gdzie na sporym terenie powstało kilka miejsc na ognisko i grilla. Są tu więc wiatki ze stolikami, paleniska, drewno na opał, jest WC, kosze na śmieci i pompa z wodą.
Wszystko co potrzeba do spokojnego noclegu kamperem. Dukatek też dobrze się tu czuje.
nocleg: RMK Varbola linnuse telkimisala


to są nasze wspomnienia, a może Ty też chciałabyś/chciałbyś coś dodać w tym temacie? zapraszamy :)